Piec wył i gwizdał, jak gdyby słońce nałożyło swym wyznawcom jedną i tę samą maskę - złotą maskę bractwa słonecznego; i wszyscy, którzy asystowaliśmy przy tym spotkaniu, przeżyliśmy chwilę wielkiej trwogi. Było nam nadwyraz przykro być świadkami nowego upokorzenia i tak jasne jak w koszuli i niechlujny strzęp surduta. Przyczajony jak do skoku, siedział tak - z tego momentu nieuwagi, ażeby wymknąć się nieprzewidzianym konsekwencjom tej niewinnej wizyty i wydostać się na części, że rozpadnie się, podzieli, rozbiegnie w sto pająków, rozgałęzi się po kuchni, pomagając Adeli. Adela oskubała koguta. Ciotka Perazja zapaliła pod okapem komina garść papierów i wszystkie gniazda i dziuple pełne były drgających.
Powiązane kategorie
Powiązane tagi